Przybycie do Dragonstone, czyli analiza 1 odcinka 7 sezonu Gry o tron

hbo_got_season_7

Nie muszę chyba tego pisać, ale nie ma co ukrywać, że uwielbiam grę o tron i czekałam z utęsknieniem na ten pierwszy odcinek tego nieziemskiego serialu. Dla fanów tego serialu mam złą wiadomość, bo 7 sezon ma jedynie liczyć 7 odcinków, ale za to odcinki mają o wiele dłużej trwać, więc nie jest tak zle jak by się mogło wydawać. Chociaż po takim czasie czekania to chciałoby się, żeby było więcej tych odcinków, ale dobre i to. Ale przechodząc do tego odcinku jestem zachwycona, że tak genialnie dla nich wyszedł, może i jest trochę nudny, ale to dopiero pierwszy odcinek to na co liczymy, że będzie krwawo i będzie szło szybko do przodu, nie ma tak dobrze, musi być przecież jakieś wprowadzenie tego co w ogóle w Westeros się dzieje a dzieje się sporo.

Pierwsze sceny trochę wybiły mnie z rytmu, ponieważ ukazana jest uczta u Freyów. Po kilku sekundach dociera do mnie, że on nie żyje a tutaj żyje, to pewnie flash back ale nie, to tylko zmyłka jak tylko zaczął mówić o uczcie a potem o Starkach to już wiedziałam, że to Arya w masce i będzie się działo. No i tak też się stało, krwawe gody w trochę innej wersji, bo niestety Freyowie przepadli i dobrze się stało, bo zostali otruci. Za długo już żyli i nie mogło im to wszystko ujść na sucho a wiadomo, że już niebawem koniec to musiało wszystko szybko się potoczyć. Ostatnie słowa do Freyów w wydaniu  Aryi były zajebiste i aż ciarki mnie przeszły. Wiedząc jaki posiadła talent wszystkiego możemy się spodziewać i prędzej czy później wszyscy jej wrogowie zginą.

Po intro wypadało by ukazać Innych, którzy jak zawsze będą siać spustoszenie i nie oszczędzą nikogo. Niestety do ich szeregów dołączył Hodor. Jaka wielka szkoda, że on musiał zginąć i to jeszcze w taki sposób, ale dzięki niemu Bran przeżył. Więc jest w pewnym sensie plus. Ale tak z drugiej strony to będzie pewnie ciężko go zabić nie tylko przez przywiązanie do niego jak i przez to, że niestety to nie był człowiek tylko jednak olbrzym i to nie będzie łatwe zadanie.

Pewnie to mało istotna informacja ale Bran wraz z Meerą dotarli do Muru gdzie zostali zaproszeni przez nocną straż. Chociaż ten pomysł im nie przypadł do gustu, bo uważali, że są to dzicy. Ale tak patrząc na to wszystko to nawet jakby to byli dzicy powinno się łączyć siły, aby pokonać Innych, bo to jest teraz najważniejszy problem.

Jak już jesteśmy na Północy to oczywiście należałoby ukazać Starków, którzy ze sobą toczą kłótnie a raczej Sansa z Johnem. Po dłuższej analizie tego co oni mówią to jedno i drugie ma racje. Ale i tak pewnie nie wiecie o co mi chodzi. Jak wiadomo 6 sezon zakończył wojną bękartów i północ należy do Snowa. Jak wiadomo Karstarkowie i Amberowie zdradzili i wypadało by ich zabić, ale zbliżają się umarli to lepiej by było oszczędzić ich. Jak domyśleć się można John jest za tym aby ich nie zabijać, bo jednak kolejni ludzie się przydadzą przy walce z umarłymi, natomiast Sansa uważa aby ich zabić, bo jednak zdradzili oni i mogą kolejny raz to zrobić. Więc racjonalnie myśląc każde ma racje i chcą jak najlepiej, żeby było.

Oczywiście cały przecież odcinek nie może być poświęcony Innym, a raczej nadejściu ich i zastanawianiu się co dalej robić. Północ musi pamiętać, że jeszcze mają jednego wroga, który nie da za wygraną a mowa jest o Cercei. Ta kobieta postradała zmysły i zrobi wszystko aby wszystkich pozabijać, co i tak dla niej nie wyjdzie, ale pomarzyć przecież może. Niestety nasz Stark a raczej Targaryan musi pamiętać o tym, że ona też tam gdzieś jest i stara się wszystko zrobić aby nikt nie zabrał jej królestwa, które i tak do niej nie należy.

Co do Cercei, którą w kolejnej minucie musimy oglądać przekomarza się po pałacu a raczej po pewnej sali gdzie stworzyła mapę Westores, aby mieć na wyciągnięcie ręki swoich wrogów jak i pobratymców. Muszę przyznać, że pięknie to wygląda i jestem zachwycona tą mapą, bo wygląda zjawiskowo. Jak można się domyśleć ma więcej wrogów niż sojuszników, ale nie można przecież wątpić w jej siły. Chociaż już bardzo liczę na to, żeby zginęła ta małpa i jej brat w końcu przejrzał na oczy jaka jest ona zakłamana.  Ale wiadomo musi szukać sojuszników, bo zima nadchodzi i wrogowie się zbliżają to trzeba mieć sprzymierzeńców.

Jeśli chodzi o sojuszników padło na Greyjojów i sama nie wiem czy to dobry pomysł na połączenie z nimi sił. Patrząc na nich z perspektywy czasu trzeba stwierdzić fakt, że to oszusty i patrzą, żeby dla nich było jak najlepiej, nie oszczędzając innych, więc nie dziwię się Jaimiemu, że nie chce z nimi zawrzeć sojuszu. Ale nie dziwię się, że Cercei zawarła z nimi w pewnym stopniu sojusz, są bezwzględni i nie oszczędzają nikogo a taka jest również Cercei to idealnie do siebie pasują.

Co do Jurona to jak już ubiega o rękę królowej mógłby bardziej się postarać, a nie zgrywać takiego chojraka. Tacy ludzie szybko giną w tym serialu i nic po nich nie zostaje, ale jak tak chce to robić to już nie moja sprawa. Zapewne Cercei się zgodzi na jego propozycje, ale chyba najbardziej mnie intryguje co on chce jej podarować. Ale tego już wkrótce się dowiemy.

Straszne jest życie Sama, który biedny w cytadeli musi układać książki, sprzątać jedzenie jak i gówno maestrów. Już w tak ohydny sposób zostało to przedstawione, że czułam to co on czuje i nie było to coś miłego, wręcz odrażającego. Co najgorsze nie może dostać się do pewnych ksiąg, które nie są przeznaczone dla niego, bo nie jest maestrem. Jeśli pamiętacie przybył tam aby odnaleźć wskazówki jak pokonać Innych, a nikt mu nie chce pomóc w tej sprawie. Co z tymi ludźmi się dzieje, że w nic nie chcą wierzyć. Ale nie poddał się tak łatwo, bo zdobył te księgi i to w sposób taki złodziejski, ale w końcu wie co może przyczynić się do zabicia tych martwych.

Przenosimy się znów na Północ, gdzie odbywa się poważna rozmowa Sansy z Littlefingerem. No i w końcu widać, że nasza rudzinka dojrzała i stała się pewną siebie kobietą przez co coraz bardziej zaczynam ją lubić. Ciekawe o co jej chodziło, że wie czego on chce, bo ja na przykład nie domyślam się o co może mu konkretnie chodzić. Nie no żartuje czego on może chcieć? Władzy i to absolutnej, po trupach do celu. Nie oszczędzając nikogo, bo po co, chyba, że umożliwi ona jemu osiągnięcie tego co chce.

Krocząc dalej kolejny raz widzimy Aryę, która trafia na grupę Lanisterów i szczerze chyba bardziej martwiłam się o nich niż o nią, wiedząc co może dla nich zrobić. Ale spotkałam na swojej drodze, dobrych ludzi, którzy swój ostatni posiłek dają dla nieznajomej. Piękny moment i powinno być ich więcej, bo ukazują, że każda postać ma rodzinę, do której chcą wrócić. Pewnie dla większości ten moment się nie spodoba, ale widać w tych kilku minutach, że jest jakaś cząstka człowieczeństwa jeszcze na tym świecie.

Jak wszyscy to wszyscy musi również być ukazany Ogar, który zmierza w kierunku Północy z Bractwem bez Chorągwi. Muszę przyznać, że widać zmianę w tym człowieku i to na lepsze. W końcu może się nawróci i będzie dobrym człowiekiem. Kurcze jak tak dalej pójdzie, że już zaczyna czytać z płomieni to może zabije bez problemu Górę. Na pewno w którymś odcinku dojdzie do tego i mam nadzieję, że Ogar przeżyje, bo kurcze nie po to chyba go trzymają, żeby jego brat mógł go zabić.

Widać, że przeżył śmierć tych ludzi z tej chatki, bo jednak to on przyczynił się do ich śmierci, okradając ich z jedzenia. Biedni podcięli sobie żyły , żeby nie umrzeć z głodu. Przykra sprawa, ale dobrze, że czuje się winny tej całej sytuacji i że żałuje tego co zrobił.

Jedną z ważniejszych informacji odnośnie Joraha, nie martwcie żyje i mam nadzieję, że ma się dobrze. Chociaż jeszcze nie został wyleczony, ale znajduje się w cytadeli, gdzie znajduje się Sam. Tak, więc coś to musi znaczyć i długo pewnie jeszcze pożyje nasz Mormont.

W końcu dotarła, nasza wspaniała smocza królowa w końcu dotarła do Dragon Ston i zapowiada się zajebiście. W końcu coś będzie się działo i widać w jakim kierunku ma wszystko się potoczyć, ale jak zawsze coś komuś może stanie na drodze. Wiadomo tyle, że Deanerys odbierze to co do niej należy i na pewno pomogą jej w tym smoki.

Patrząc na ilość statków to większą część filmu będą pojawiały się bitwy na morzu z czego bardzo się cieszę, bo lubię oglądać takie rzeczy. Tak, więc zapraszam niebawem na kolejną część zrecenzowanej gry o tron, bo jeszcze kilka odcinków będzie przed nami.

4 comments on “Przybycie do Dragonstone, czyli analiza 1 odcinka 7 sezonu Gry o tron

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>