Zrodzona z burzy, czyli analiza 2 odcinka 7 sezonu Gry o tron

r1

Mimo, że już wszystkie możliwe odcinki obejrzałam tego serialu to wiecie jak to ze mną bywa i dopiero dzisiaj dostarczam wam recenzję 2 odcinka 7 sezonu.

Muszę przyznać, że sądziłam, że Daenerys zabije Varysa i ja tak martwiłam się o jego życie, że myślałam, że padnę. Mimo tego wszystkiego, co zrobił chyba nikt nie chce jego śmierci, ma swoje za uszami, ale nie jest to zły człowiek. On po prostu chce dobrze zrobić dla obywateli Westeros i mimo, że często zmienia strony to patrzy na potrzeby innych. Ale nie trzeba się martwić nic mu nie grozi ze strony smoczej królowej.

Jak już jesteśmy na Smoczej skale to nie możemy zapomnieć, że toczona była rozmowa na temat sojuszników. Niestety patrząc w przyszłość to nie poszczęściło się tym razem dla Danki i straciła praktycznie wszystkich swoich sojuszników, nad czym bardzo ubolewam. Ale puki, co Tyrellowie i Dornijczycy są po jej stronie, więc nie jest tak źle.

Oczywiście już na początku przybyła do niej Czerwona Kapłanka, czyli wspaniała wiedźma Melisandre, która chce przyłączyć do naszej królowej. Mimo, że już trochę zmieniła się to i tak zbytnio dla niej nie ufam. Ale to chyba jest uzasadnione, bo tyle, co ona narobiła przez te kilka sezonów to mało, kto takich rzeczy dokonał. Dobrze, chociaż, że już tak nie obnaża się na ekranie i nie widujemy ją w tym sezonie taką jak zwykle. Chociaż z drugiej strony wydaje się, że chce dobrze dla nich wszystkich i dzięki temu już w następnym odcinku Daenerys pozna Jona Snowa, o czym nie jedna osoba już marzyła, w tym oczywiście ja.

W Winterfell jak zawsze nudno i pierwsza scena rozpoczynając to rozmowa Sansy z Jonem, którzy w błyskawicznym tempie dostali kruka od Danki. Te tempo porusza się osób jak i kruków jest zachwycająco szybka, aż mam powoli tego dość. Powinni trochę zwolnić a nie tak wszystko chaotycznie. Ale nie o tym była ta scena tylko król z Północy dostał list od Tyriona, aby przyłączył do nich. Jak wiadomo dojdzie do tego spotkania, ale nie chętnie do tej propozycji przystępują, bo jednak jest strach przed nieznanym.

W królewskiej przystani Cercei jak zwykle coś knuje. Jak ja czekam na jej śmierć, to nawet sobie nie potraficie wyobrazić. Ona zasługuje mimo wszystko na śmierć w torturach, po tym wszystkich, czego dokonała. Chociaż w końcu nie musi żadnego faceta się słuchać i może robić, co jej się tylko podoba. Ale nigdy za nią nie przepadałam i tym bardziej teraz. Jest bezwzględna, pewna siebie i wierzy uparcie w swoją wygraną. Jedynie szkoda mi Jaimiego, który ślepo za nią idzie, mimo tego, że ona go tak wykorzystuje, ale co zrobić, że on ją kocha.

Jako, że jest to już koniec praktycznie tego serialu to Cercei musi poszukiwać dalej sprzymierzeńców i trafiło na chorążych Tyrellów i już na początku widzimy Tarlych. Jak ja tych ludzi nie znoszę, mimo, że tylko kilka razy ich widziałam to niestety negatywne zdanie na ich temat wyrobiłam. Jak dla mnie to zdrajcy, którzy powinni zginąć, jak można od Tyrellów tak po prostu się odwrócić, ale przynajmniej już niedługo również zapłacą za to życiem, więc bardzo z tego powodu się cieszę.

Jak już jesteśmy przy Tarlych to nie możemy zapomnieć o Samie, który biedny siedzi w tej Cytadeli, ale niedługo już pokaże, na co go stać i nie pozwoli sobą pomiatać, bo niestety do teraz nic nie może robić i najlepiej, żeby siedział cicho. Czemu wszyscy tak go olewają, to mądry i zaradny facet, który jeszcze wszystkim pokaże, na co go stać.

W końcu również widzimy ser Joraha Mormonta, z którym jest coraz gorzej, bo jeśli pamiętacie zaraził się szarą łuszczycą. Ale nie martwcie się Sam go wyleczył pod koniec odcinka i mimo, że zabieg był nie do zniesienia to podziałał ten obrzydliwy sposób.

Przenosimy się znowu do Stolicy gdzie Cercei wraz z Qyburn przemierzają lochy, sama nie wiem jak to nazwać i odkrywają tam kusze, wielką kuszę na smoki, który może i rani smoki, ale nie wystarczająco, żeby zabić, o czym już niebawem się przekonają. Ale oczywiście Cercei sądzi, że pokona bez mrugnięcia okiem smoki. Ona wierzy, że dla niej się uda pokonać wszystkich i jak gdyby nigdy nic zasiadać na Żelaznym tronie.

Przenosimy się z powrotem na Smoczą Skałę gdzie Asha Greyjoy, Ellaria Sand oraz Olena Tyrell toczą dyskusją z przyszłą królową, jak dalej mają postępować. Jakie kroki muszą podjąć by wygrać wojnę. Niestety nie może zabraknąć kłótni pomiędzy nimi, bo jak żeby inaczej. Każdy uważa inaczej, żeby postępować, ale to Daenerys podejmie tą jedyną decyzję, która okaże się nie słuszna i przez to większa część floty przegra tej pojedynek. Oblężenie zamku to nie jest dobry pomysł, bo powinni wiedzieć, że może mieć Cercei przymierzeńców i w tym wujka Theona oraz Ashy, który zabije każdego a tym bardziej swoją rodzinę.

W końcu doczekaliśmy się tej pięknej, intymnej sceny pomiędzy Szarym Robakiem a Missandei. Oby to nie było ich jedyne takie zbliżenie. Wiadomo potomstwa nigdy nie będę mieć, ale oni tak do siebie pasują i aż miło było patrzeć na ich szczęście.

Wkurzające jest te, co chwile przeskakiwanie na to kolejne postacie, wiem, że tak zawsze było, ale mogliby robić trochę dłuższe te sceny, ale tak już musi być i nic nie poradzi się na to. Znów pora na naszego wspaniałego Sama, którego nikt kompletnie nie słucha i jego zdanie mają gdzieś. Jest mi go tak szkoda, bo to mądry chłopak, ale nikt mu w nic nie wierzy. Ale w końcu zaczął robić tak jak on uważa, nie patrząc na innych i dzięki niemu Jorah wyzdrowiał i może wyruszyć do Smoczej Królowej. Jaki to musiał być straszny ból, kiedy martwą tkankę zdziera się żywcem, aż mnie ciarki przechodziły.

Muszę przyznać, że twórcy bardzo lubią obrzydzać człowieka i z tak obrzydliwego momentu przeskakujemy do jedzenia bułki z bardzo podobną konsystencją jak rana Mormonta. To jest coś obrzydliwego, ale po twórcach tego serialu możemy wszystkiego się domyślić.

Takim sposobem wiemy, co się dzieje u Aryi, która od Gorącej Bułki dowiedziała się, że Winterfel należy do Starków. No i w końcu po tylu przejściach może wyruszyć w stronę swojej rodziny i zjednoczyć z nimi siły. Ale muszę przyznać, że coraz bardziej mnie ona irytuje i jak wcześniej bardzo ją lubiłam tak teraz niekoniecznie. Zrobiła się teraz bardziej arogancka do nawet znajomych.

Decyzja została podjęta Jon wyrusza do Daenerys, dowiedziawszy się o tym, że smocze szkło znajduje się właśnie tam gdzie w chwili obecnej ona się znajduje. Bardzo z tego powodu się cieszę, że już w następnym odcinku zobaczą się oni. Szkoda tylko, że nie wiedzą, że są rodziną. Oczywiście poddani jego są niezadowoli z tej decyzji, bo jak to Król Północy, może tam wyruszyć, ale z drugiej strony przyda się im wsparcie a mająca 3 smoki Daenerys pomoże im w walce z Innymi.

Coraz bardziej Littlefinger stacza się na dno i pewnie już niebawem straci życie, ale ciekawe z czyich rąk. Każdy już widzi, że chce on namieszać i niedługo miarka się dla niego skończy.

Długo wyczekiwany przeze mnie moment właśnie nastąpił, a mowa jest o spotkaniu Aryi z Nymerią. Mimo, że powiedziała nam ona coś innego to jestem pewna, że to ona. Stado wilków nie atakuje ją, to jest wielki znak, o którym nie można zapomnieć.

Smutne jest zakończenie odcinka gdzie bękarcice Oberyna oraz większość Greyjoyów giną z rąk wuja. Zastanawia mnie jak garstka piratów pokonuje pokaźną flotę, to jest niedorzeczne, że wszyscy na jednym statku zginęli bądź zostali pojmani. Jedynie nasz dzielny Theon uratował się skacząc za burtę. Wiedziałam, że to baba, ale nie do takiego stopnia, żeby własną siostrę zostawić.

,
35 comments on “Zrodzona z burzy, czyli analiza 2 odcinka 7 sezonu Gry o tron
  1. Przykro mi, ale niczego nie mogę napisać na ten temat, bo nigdy nie oglądałam „Gry o tron”, choć o niej słyszałam.
    Mimo wszystko lubię powieści i filmy fantasy.
    Serdecznie pozdrawiam.

    • Ja tam jestem zdania, że warto zacząć dany film bądź serial obejrzeć a jak się nie spodoba to przecież ma się prawo przestać to robić, a mim zdaniem i tak warto poświęcić na niego czas :)

  2. Theon… Tak, pozostawię to bez komentarza. Baba to nawet za dobre określenie. Poza tym akcentem mnie zakończenie całkiem się podobało, wreszcie jakaś mocna akcja jaką w tym serialu cenię.

    • Jak dla mnie powinni się już go dawno pozbyć, ale może chcą w tym ostatnim sezonie ukazać go jakiegoś odmienionego i może polubimy go :D

    • Powinnam przed dodaniem tego posta napisać, że tylko ci co oglądają mogą się wypowiadać, bo niestety większości osobom nie odpowiada przecież taka tematyka seriali :)

    • Pewnie tak, większości facetom spodoba się ten film, bijatyki, nagie sceny, jakieś batalistyczne momenty to jest na pewno coś co mężczyźni uwielbiają :)

  3. Zupełnie nie ciekawi mnie ten serial. Wiem że coraz więcej osób jest nim zachwyconych, ale ja jakoś nie czuje potrzeby go oglądać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>