Sprawiedliwość Królowej, czyli analiza 3 odcinka 7 sezonu Gry o tron

1ead9ccc4f381b61837fc72f38100d06

Jon Snow wraz z Davosem i swoimi ludźmi dotarli do Smoczej Skały. To jest aż śmieszne w jak szybkim tempie bohaterzy docierają na miejscu, a niektórzy dalej się gdzieś tułają i nie mogą dojść w wyznaczone miejsce. W końcu Jon poznaje Daenerys i bardzo się, cieszę z tego powodu, bo chyba każdy chciał, żeby doszło do tego spotkania. Szkoda, że odcinek wcześniej nie mógł się zjawić Bran i by przekazał świetną wiadomość. Ale przechodząc do tego momentu to muszę przyznać, że malowało się przerażenie dla naszych bohaterów z Północy, bo widok Dothraków a potem latający smok ukazujący się po słowach Jona, że nie jest Starkiem to było coś niesamowitego i warto oglądać dla takich scen. To jest wiadomo, że nie jest Starkiem, on jest Targaryenem, o czym dowiedzieliśmy się już w 6 sezonie.

Bardzo dziwnie przebiegła rozmowa pomiędzy Melisandre a Varysem, który zdziwiony jest, że czerwona kapłanka nie wita się z Królem Północy. Pokrótce wyjaśniła mu, że nie rozstała się z nim w zgodzie i najlepiej będzie jak zniknie. Zgadzam się w zupełności, że powinna opuścić Westeros i po tej rozmowie wiadomo jest, że ta dwójka zginie i to pewnie już w następnym sezonie, bo w tym jakoś wątpię, aby nastąpiło.

Rozmowa tej dwójki nie przebiega zbyt pomyślnie i szczerze nie sądziłam, że dojdzie między nimi do porozumienia, ale to oczywiste jest, że muszą się dogadać. Wielkie plany z nimi są związane i są to kluczowe postacie w tym serialu i ich wzajemne wsparcie jest bardzo istotne. Niestety podchodzą do ciebie na dystans, ale nie ma, co się dziwić, bardzo dużo przeszli w swoim życiu i nie powinno nas dziwić, że to, co oni do siebie mówią nie biorą na poważnie. Niestety Snow unosi się honorem i nie ma zamiaru klęknąć przed Królową, bo niestety nie zna jej. Nie ma pojęcia, na co ją stać i co może w każdej chwili zrobić. Puki, co nie doczekamy się, aby Jon ukląkł przed nią, ale już powoli do tego zmierza. Rozmowa o Białych Wędrowcach to chyba nie był dobrym pomysł, ale za kilka odcinków przekona się Denerys, że Snow mówił prawdę i Nocny Król naprawdę istnieje i zmierza wszystkich pozabijać i nie oszczędzi nikogo.

Złe nowiny dotarły do uszy Smoczej Królowej i dowiedziała się, że jej sojusznicy zostali pokonani przez Jurona Greyjoy, chociaż nie cała flota, bo wiele okrętów przetrwało, w tym tchórzliwy Theon przeżył, który został uratowany przez ludzi swojej siostry. Jak dla mnie to już kompletnie nie jest facet i nawet nie powinien tak się nazywać. Jak można własną siostrę zostawić w łapach ich wuja, który zabije ją a przy okazji zada pewnie dla niej mnóstwo tortur.

Do Królewskiej Przystani wjeżdża Juron wspaniały, który niesie w podarku dla swojej królowej Ellarie i Tyene Sand, które jakby nie patrzeć przyczyniły się do śmierci jedynej córeczki Cercei, Myrcell. Moim skromnym zdaniem nie powinny jej zabijać, bo to jednak było dziecko i na dodatek takie dobre patrząc na tych wszystkich Lanisterów. Przy okazji łupów dla siebie w podarku Juron dał Yare, która nie wyglądała zbyt dobrze, ale wiadome jest, że żyje.

To jest śmieszne niedawno poddani tak nienawidzili Cercei a teraz ją i ludzi, którzy stoją po jej stronie i wygrają bitwy to wielbią. Jacy ci ludzie są zakłamani i ja na miejscu Daenerys spaliłabym ich wszystkich. Chociaż nie no pewnie dużo ludzi musi tak robić, żeby przetrwać, bo ich Królowa do wszystkiego jest zdolna.

No i takim trafem wiadomo już co daje Juron w podarku dla Królowej i jaką pewnie Cercei miała frajdę w zabijaniu Tyene Sand, która była dla Ellari oczkiem w głowie. Zachwyt w oczach tej zakłamanej małpy aż było widać na kilometr. Lubi ona utrudniać wszystkim życie i obrażać każdego, bo czuje, że może to robić, ale już w 8 sezonie przepowiednia się spełni i któryś z jej braci ją zabije, ciekawe tylko który. Puki co wymierzyła okrutna karę dla córeczki Ellari, którą w taki sam sposób otruła jak bękarcice Myrcell. Oczywiście to było już nieuniknione i wiadomo, że musiało do tej sytuacji prędzej czy później dojść. Zbędny balast musiał zniknąć.

Zastanawia mnie i to nawet bardzo czy Cercei w ogóle kocha Jaimiego, czy raczej jest z nim tylko po to, żeby sypiać z nim i wykorzystywać go na różne sposoby. Wie on, że nie potrafi jej odmówić, bo on ją kocha prawdziwą miłością, ale czy ona jest jeszcze zdolna kogokolwiek pokochać. Jakoś w to wątpię, kiedy pewnie straciła swoje dzieci stała się zimna i nie odczuwa jakichkolwiek uczuć. Chociaż mogę się mylić.

W dużej mierze odcinek ukazuje losy Królowej i pora w końcu ukazać jej sojusz z Żelaznym Bankiem o którym chyba nie wiem Jaimie. W końcu musi mieć dużo sojuszników i tak chce pokazać swoją potęgę temu wielkiemu miejscu, bo jak wiadomo Cercei sądzi, że wszystko można zdobyć za pieniądze, więc musi się wzbogacać.

W końcu ukazują moich ulubieńców, mimo, że na początku odcinka również byli ukazani. W końcu dochodzi do rozmowy pomiędzy Tyrionem a Jonem. Jak można się domyśleć Snow jest bardzo rozdrażniony tym, że nikt mu nie wierzy w Białych Wędrowców, ale szczerze jakbym nie miała dowodów sama bym w takie coś bym nie wierzyła. Niestety mógł w bardziej delikatny sposób to powiedzieć dla Daenerys, chociaż pewnie to i tak by nic nie zmieniło.

Po tej miłej konwersacji nastąpiła kolejna rozmowa tym razem Tyriona z Daenerys, który prosi ją by dała Jonowi smocze szkło, a raczej umożliwiła mu dostęp do tego miejsca. No i jak można się domyśleć po krótkiej rozmowie udziela Jonowi pozwolenia, ponieważ wie, że potrzebuje sojuszników a dzięki temu będzie mogła liczyć na pomoc ludzi w Północy.

Jako, że skaczemy z postaci do kolejnej postaci nie można było uniknąć rozmowy Daenerys z Jonem i daje mu pozwolenie na wydobywanie szkła o czym wyżej wspomniałam. To było przecież nieuniknione i wiadomo, że potrzebuje jego wsparcia, bo i tak straciła swoich ludzi. Niestety ciężko dla Smoczej Matki uwierzyć w to, że jest coś takiego jak Biali Wędrowcy. Żyła tyle lat poza domem i nawet nie słyszała o takich stworach, to dla niej coś dziwnego i chyba sama nie chce uwierzyć w to co słyszy.

Czas na Winterfel i już w pierwszej scenie pojawiają się nasze dwie ulubione postacie, chociaż co do jednej mam mieszane uczucia, bo mowa jest o Sansie i Littlefingerze i chyba jej namiestnikom, chociaż mogę co do tego się mylić. Muszą przecież dbać o dobro innych i jako, że Sansa jest Panią Winterfel to do czegoś to sprowadza, więc omawiane się aspekty, aby przeżyć zbliżając się długą noc. Jak mnie Petyr Baelish coraz bardziej mnie drażni i że nikt nie widzi tego, że to tak bardzo chce namieszać. To jest aż dziwne, że Sansa jest aż tak głupia aby dawać się dla niego podejść.

W końcu jakieś dobre wieści nastały i w końcu do Winterfel powrócił Bran Stark. Niestety to już nie jest ten sam chłopak i w chwili obecnej to zimny człowiek, jakby żadne uczucia w nim nie przepływały. Sansa na jego widok rozpłakała się, bo jednak tyle czasu się nie widzieli, natomiast po nim jakby to spływało. Wiem, że bycie trójoką wroną do czegoś zobowiązuje, ale kurcze to jego siostra, powinien ukazać chociaż minimalne wzruszenie, zadowolenie lub cokolwiek a tu nic.

To jest dziwne, że jak wspomniał dla swojej siostry, że jest trójoką wroną nie powiedział nic na temat Jona, ale szczerze ona by tego dla siebie nie zatrzymała i wysłałaby kruka, co nie było by czymś dobrym, bo ważniej rzeczy dowiadujemy się pod koniec 7 sezonu a raczej my już wiemy w trakcie tego sezonu. Ale cicho sza ci co śledzą ten serial wiedzą pewnie o co mi chodzi.

Jak Bran mógł wspomnieć o tym  gwałcie ze strony Ramseya na Sansie. Wiedząc, że to musi być straszne przeżycie, tak po prostu o tym dla niej mówi. Jeszcze w taki brutalny sposób o tym mówi. Jak dla mnie to już nie jest ta sama osoba i zwykle za nim zbytnio nie przepadałam tak teraz jeszcze teraz mam mieszane uczucia względem tej postaci.

Przenosimy się do Cytadeli gdzie Jorah wyzdrowiał dzięki radykalnej metodzie Sama. Niestety musiał odbyć zasłużoną karę, bo przecież nie można maestrom się przeciwstawić i przecież Mormont miał zginąć. Ale Samwell wiedział, że musiał pomóc mu i tego dokonał nie zbaczając na cokolwiek przez musiał przepisywać jakieś notatki, bo tak nie wynagradza się uczniów.

Jako, że w dużej mierze ten serial poświęcony jest Daenerys to kolejny raz musimy ją ujrzeć i znowu nastała narada , która ma nakierować aby wygrana była po ich stronie. Niestety nie spodziewali się, że losy ich tak się potoczą. Nieskalani mieli uderzyć w Casterly Rock niestety Cercei ich przechytrzyła i całe wojska stamtąd  wyruszyły na Wysogród. Tam natomiast wysłała Flotę Jurona i niestety co z nimi się stało nie zostało ukazane, co można sądzić, że Szary Robak przeżył.

Zadowoleni Lanisterowie wyruszyli na podbój Wysogrodu, co było niestety nieuniknione i lady Olena musiała zapłacić życiem, bo stanęła po złej stronie. Przecież Królowej nie można odmówić a tym bardziej sprowadzać Dothraków na te czyste Westerowskie ziemie w oczach Cercei. Bardzo się cieszę, że taką wybrano dla niej karę śmierci i dobrze, że dopiero po czasie oznajmiła, że to ona stoi za zabójstwem Joffreya. Pewnie jakby powiedziała to przed to niestety kara zostałaby zmieniona, co można sądzić po minie Jaimiego. Niestety sądziłam, że jeszcze trochę pożyje, bo to jednak najcudowniejsza kobieta w całym Westeros. Niestety już więcej jej mądrości nie usłyszymy na ekranie a wielka szkoda.

 

 

,
29 comments on “Sprawiedliwość Królowej, czyli analiza 3 odcinka 7 sezonu Gry o tron

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>